Etykiety

Translate

poniedziałek, 5 września 2022

TAK TO BYŁO DRZEWIEJ... A ja - jednak marzę TERAZ o zdrowej, polskiej marchewce!

    A więc, jak to było u naszych prapra - „do entej potęgi - przodków”?

12 - 10 tys. lat p.n.e. wg danych paleontologicznych rozrzucone w różnych rejonach świata poszczególne, wędrowne plemiona ludzkie zaczęły prowadzić tryb życia osiadły. „Myślę, że ówcześni ludzie chcieli się pozbyć konieczności ucieczek - aby nie zostać zjedzonymi oraz stałych wędrówek aby znajdować jedzenie dla siebie. Chcieli się po prostu pozbyć towarzyszącego im strachu o własny byt i mieć dla siebie dach nad głową”. I tak zaczęły powstawać pierwotne osady ludzkie, niezależnie w różnych rejonach świata - w Egipcie, Mezopotamii, Nowej Gwinei, Chinach i obydwu Amerykach.

Pożywienie trzeba było jednak wypracować, a więc wraz z rozpoczęciem osadnictwa nastąpił z praktycznej konieczności początek UPRAWY ROLI.

Obszar „Żyznego Półksiężyca” był miejscem na ziemi, gdzie najwcześniej w historii rolnictwa dokonywano celowego siewu i zbioru plonów roślin, które wcześniej rosły dziko. Żyzny Półksiężyc był to pas ziemi o wielkiej żyzności, w kształcie półksiężyca, ciągnący się od Egiptu - od Memfis w dolinie Nilu, po miasto Ur na południu Mezopotamii.

Żyzny Półksiężyc stanowił w ogóle kolebkę wielkich cywilizacji wschodu. I tu właśnie, w tym obszarze powstały pierwsze odmiany roślin rolniczych - pszenica, proso, jęczmień, uprawiano też figi i winną latorośl, jak również udomowiono pierwsze gatunki zwierząt. Przez corocznie wylewające dwie rzeki - Eufrat i Tygrys, rozpoczęto działania, które można określić jako pierwotną irygację i nawadnianie.

Żyzny Półksiężyc - piękna, tajemnicza nazwa.

Na podstawie dociekań paleontologicznych są jednak przesłanki, że już 28 - 26 tys. lat p.n.e. mieszkańcy Wysp Salomona celowo wykorzystywali pewne pożądane dla nich gatunki roślin i przenosili je w miejsca gdzie wcześniej nie występowały. Również żyjący nad Jeziorem Galilejskim łowcy zbieracze pozostawili ślady pierwotnej uprawy ziemi... lat temu.

Bardzo ciekawe jest odnalezienie w Dolinie Nilu żaren, których powstanie określono na 18 -17 tys. lat p.n.e.

niedziela, 14 sierpnia 2022

O TYM, CO JEST DLA NAS NAJWAŻNIEJSZE. Co jest podstawą naszego bytu.

Wszyscy o tym wiemy i sami odczuwamy, że wiadomości przekazywane przez Internet i media społecznościowe opanowują swoją ekspansywnością nasz sposób myślenia, nasze emocje i nasz sposób działania.

Ja też liczę na to, że pisząc moje - sądzę, że niegłupie myśli, zaproszę moich czytelników do zastanowienia się nad tym o czym piszę. Bardzo by mnie to ucieszyło. A może jesteśmy jednomyślni? Byłoby to jeszcze bardziej radosne! Czy moje spojrzenie na świat, ludzi, życie wynika z moich wielu przeżytych lat? Oczywiście że tak jest, wynika z wszystkich doświadczeń, które mi było dane przeżyć. Nie wartościuje ich na dobre czy złe, bo były takie jakie być miały. Perspektywa człowieka wraz z przechodzeniem przez kolejne lata nie zawęża się - ona się w sposób cudowny - poszerza.


PRAWDA, DOBRO I PIĘKNO - trzy wartości, które nie istnieją w oddzieleniu od siebie. Dobro - jest zawsze Piękne i Prawdziwe... Prawda jest zawsze związana z Dobrem i Pięknem… Piękno jest zarówno Dobre, jak i zgodne z Prawdą...


Pisałam w moich postach wiele o przyrodzie, a słowa dyktował mi mój serdeczny do niej stosunek.

To właśnie przyroda jest Prawdą, Dobrem i Pięknem. Próby życia obok niej, a nie wraz z nią - doprowadzą nas ludzi do zguby, bo nie jest TO możliwy sposób, aby w ogóle ŻYĆ.



Przechodzę teraz do konkretnego tematu tego tekstu. 

Podam znany przykład, że jakiś tata dał swojemu dziecku jabłko i pochwalił się - „zerwałem z drzewa, z jabłoni”. Na to synek wyraził swoje zdumienie: „Z jakiego drzewa? Przecież jabłka są w koszu, w Markecie, a nie na drzewie! ”

I drugi przykład opowiedziany mi przez znajomą, która tego sama doświadczyła.

Znajoma mieszka w dużej wsi na Śląsku i uprawia w sposób naturalny swój ogród warzywny. W sąsiedztwo przeprowadziła się rodzina z miasta i moja znajoma zaproponowała im na dobry początek skorzystanie z plonów z jej ogrodu. 

„U mnie wszystko rośnie na naturalnym oborniku. W naszej wsi jest kilka gospodarstw gdzie są krowy i od nich mam obornik. Moje jarzyny są więc zdrowiutkie!”

Nowa sąsiadka otrząsnęła się z niesmakiem i odpowiedziała:

„Dziękuję, ale nie będę jadła g....n”. 

piątek, 1 lipca 2022

MÓJ SENS. Trzy drogi do poznania sensu życia.

Dzięki za to, że jestem, bo świat jest piękny. Życie jest piękne i zdumiewające. Przyglądam się swojemu istnieniu i temu co mnie w nim spotyka. Co mnie ledwo muska i co mną wstrząsa. Co istnieje wraz ze mną... co jest radością i cierpieniem - czy tego chcę, czy nie chcę. To Wielkie COŚ zawsze jest ze mną. Moje życie. I będzie dokąd ma być, bo jest w nim SENS. Im jestem starsza, tym dokładniej Go dostrzegam i przeżywam. Bywa coraz wyraźniejszy i większy, pomimo ograniczeń wynikających z przeżytych lat, pomimo upadków na drodze życia, pomimo przewrotnej logiki, że to i owo już nie dla mnie... 

Owszem, na Kilimandżaro już fizycznie nie wejdę (moje wieloletnie marzenie!) ale przecież

„... KAŻDY MA SWOJĄ ARUNACHALA...” - a jest to święta góra w Indiach uznawana za najstarszą górę świata. I wędrówka na tę SWOJĄ GÓRĘ jest wciąż dla mnie i dla każdego. Przed laty, w okresie mojego zainteresowania jogą, „wniknęło” głęboko we mnie i pozostało żywe do dzisiaj, to właśnie zdanie z książki o wielkim mistyku Sri Aurobindo, (napisanej przez Wandę Dynowską), bo odczułąm wówczas, że Arunachala jest również MOJĄ górą... 


Tym wstępem i porównaniem rozpoczęłam rozszerzenie postu z dnia. 23 kwietnia br. O SENSIE ŻYCIA. Myślę, że porównanie jest trafne, gdyż SENS swego życia poznajemy i spełniamy wciąż krocząc wzwyż, przed siebie. Kroki mogą być na początku nieznaczne, ale aby wejść na górę musimy u jej podstaw wybrać najbardziej odpowiedni dla nas szlak i podążać nim z głębokim oddaniem każdej chwili. 


Przeżyłam kiedyś taką właśnie niezwykłą wędrówkę.

Wraz z moim niepełnosprawnym przyjacielem, nie mogącym chodzić bez mocnego wsparcia się na lasce - wydrapaliśmy się na Kopiec Krakusa w Krakowie. Niby nic wielkiego, bo przecież taki Kopiec nie jest trudną do pokonania górą. A jednak... dla nas był. Wskazywałam mu każde bezpieczne postawienie stóp. Czuwałam nad każdym krokiem. Nie odchodziłam od naszej drogi ani jedną myślą. Mój przyjaciel również, bo to był wówczas jego SENS - na swoich niesprawnych nogach wejść jak bohater na Kopiec usypany ku czci pradawnego legendarnego bohatera i wchłonąć w siebie, w swe serce - rozpościerającą się przed nim dal... Przez chwilę być częścią LEGENDY KRAKUSA ale też TWORZYĆ WŁASNĄ LEGENDĘ.

Współpraca naszych myśli i woli z niesprawnymi nogami mojego przyjaciela musiała być doskonała. I taka była. 

A potem bogatsi o doświadczenie wspinaczki, zanurzeni w każdym kroku, oddani SENSOWI każdej sekundy, pokonaliśmy również wspólnie trudniejsze zejście z Kopca i...jakby nigdy nic, poszliśmy dalej przed siebie, w zgodzie z wzywającym Życiem i jego SENSEM. 


Opowiedziałam tę zwykłą - niezwykłą historię, bo ja tak rozumiem Sens, oddanie się Temu, co na tym, pewnym etapie życia jest najważniejsze, z czym nasza istota łączy się całkowicie, w spokoju, w harmonii z Porządkiem, który jest większy od nas. ale przecież stanowimy z nim, w naszym oddaniu - Jedność. 


Dla Viktora Frankla Sensem Życia w koszmarze obozu koncentracyjnego była świadomość, że czeka na niego jego ważna, niedokończona praca naukowa - właśnie o Logoterapii.

A więc musi na drodze do niej tworzyć swoje małe Sensy, aby w ogóle przeżyć. Sensy każdej chwili - jak nie poddać się zimnu, bólowi otartych stóp, głodowi i całemu koszmarowi uwięzienia, ale też pojawiającemu się czasami zwątpieniu, czy potrafi to obozowe, codzienne życie przetrzymać.

W poznawaniu swego Sensu i „dotrzymywaniu mu słowa” jednak nie jesteśmy sami, gdyż zawsze dzielimy życie wraz z innymi. Viktor Frankl pomagał swym towarzyszom w chwilach ich zwątpienia w swe siły ale i oni podtrzymywali go w chwilach przychodzącej do niego duchowej słabości. 


Wspominam tym postem moją Mamę, która przeżyła w obozie koncentracyjnym Bergen Belsen

ostatni rok wojny, była w nim więźniarką do wyzwolenia obozu. Wspominam również jej towarzyszkę z pryczy, o imieniu Czika, która zmarła u boku mojej Mamy i nie zdołała doczekać wyzwolenia.

Po powrocie do kraju moja Mama i kilka jej towarzyszek obozowych nie rozstały się, ale spotykały przez wiele lat i zawsze wspierały wzajemnie, gdy któraś z nich tego potrzebowała. Był to trwały ich SENS, który odpowiedzialnie z uwięzienia w obozie zabrały do wolności. Miałam zaszczyt poznać kilka z tych pań i otrzymać pomoc w pewnym trudnym wydarzeniu w moim życiu. 


Na Ziemi, we wspólnym naszym Domu jest wiele miejsc gdzie ludzie cierpią. Jestem przekonana, że nie odwracanie oczu od ich cierpienia, jak również od cierpienia przyrody na całej Ziemi - jest naszym „Ogólnoludzkim Ponadsensem”.  Nie chodzi mi o jęki - „och, ach - jak jest źle” - ale o choć w nieznacznym stopniu CZYN - na miarę swoich możliwości. 


W poprzednim poście zacytowałam słowa Viktora Frankla dotyczące jego wiary w GODNOŚĆ ludzką, którą to wiarę określił jako swoje życiowe credo. 

Logoterapia jako metoda terapeutyczna pomaga odnajdywać Wielkie i Małe Sensy Życia, gdyż każdy z nas, każdy człowiek jest GODNY aby poznać i realizować siebie, swoje osobiste wartości. Uznanie swej własnej godności jest - wg mnie - pierwszym krokiem na drodze do poznania tego, co jest właśnie TERAZ najważniejsze. Bo wzywa TA chwila, to moje TERAZ


„Jestem godna (godny), aby żyć według własnego, odkrytego przeze mnie Sensu. Sens mnie wezwał, i ja na to wezwanie odpowiadam. Jestem przekonana o słuszności tego wezwania, jak również wiem, że moja odpowiedź na nie jest właściwa. Tworzę swoje TERAZ w każdej chwili, jest to wyłącznie moje dzieło i biorę za nie całkowitą odpowiedzialność”. 


Czyli własna ODWAGA i własna MOC. Trudno jest jednak je realizować, gdyż żyjemy jakby 

zaplątani w ich przeciwieństwo - w swoje obawy, w przekonania o swej bezsilności, pozwalamy sobie wpadać w spotykane na drodze pułapki... Nie dostrzegamy, że droga do poznania niepowtarzalnego SENSU tej chwili jest otwarta, pomimo tego, że grunt po którym kroczymy może być kamienisty, grząski lub zamglony... Równocześnie tak wiele rzeczy w życiu może mieć dla nas wartość, że trudno jest nam się w tym rozeznać i wybrać to, co jest właśnie naszym SENSEM


Dziełem życia Viktora Frankla jest metoda Analizy Egzystencjalnej i stosowanej w niej LOGOTERAPII. Doktor Frankl przedstawił w nich trzy drogi pomagające w tworzeniu życia zgodnego z odkrywanym SENSEM. Terapeuta jednak nie może powiedzieć - „zrób tak a tak, bo to jest dla ciebie najlepsze”, ale jego zadaniem jest pomóc w samodzielnym rozpoznaniu tego co jest najlepsze. 


Pierwszą drogą jest - PRZEŻYWANIE


Żyjemy cały czas w różnorodności tego co do nas przychodzi z zewnątrz i odpowiadamy na to swoimi odczuciami. Podziwiamy wspaniałe kształty i barwy przyrody i jej doskonałość. Lot i śpiew ptaków, szum strumienia, przepływające po niebie obłoki - budzą nasz zachwyt, ale też wprowadzają w zadumę. I właśnie ta chwila zadumy, uwewnętrznienie w nas przeżytego piękna

które jest pięknem samo w sobie, jest naszym SENSEM tych chwil. 

Podziw i zadumę przeżywamy również w spotkaniu z dziełami stworzonymi przez człowieka. Ogromna dziedzina sztuki, ale i nauki wprowadza nas w świat głębokich przeżyć, które potem odżywają w naszych wspomnieniach, bo SENS tych przeżyć w nas pozostaje.

W relacjach z innymi ludźmi żyjemy zawsze. Zawsze coś z siebie IM dajemy i coś od NICH otrzymujemy. W różnorodności naszych wzajemnych doświadczeń poznajemy te inne, niepowtarzalne JA, co może ze sobą przywieźć uczucia miłości, oddania, zrozumienia - czyli głębokie, duchowe doświadczenia, które nadają SENS naszemu życiu. 

Rozumiem to tak, że rozpoznajemy na tej drodze SENS - przez jakby uwewnętrznienie w nas tego rodzaju przeżyć. One nie przepływają obok nas dając nam tylko radość i pzyjemność, ale wnikają w nasza duszę i łącząc się z jej głębią, obdarzają nas siłą do tworzenia pełnego SENSU życia. 


Drugą drogą jest - TWORZENIE


Idąc tą drogą odnajdujemy SENS oddziaływując twórczo na świat, pozostawiając po sobie, jako wynik swego życia jakieś dzieło lub czyn. Żyjąc „doświadczamy świata”, otrzymujemy od niego dary, a więc chodzi o to, aby świat wzajemnie również otrzymał je od nas. Nie tylko wielkie czyny, wspaniałe dzieła sztuki, odkrycia naukowe, czy inne niezwykłe ludzkie osiągnięcia mają wartość jako nasz dar dla świata. Nie tylko one zasługują na miano wiekopomnego dzieła. W granicach możliwości każdego z nas mieści się odpowiedzialność, szczerość i oddanie dla zadań, które mamy wykonać, a zadania te wypełniają całe nasze życie. 

Należą do nich zwykłe, codzienne obowiązki, np. matki z oddaniem wychowującej swe potrzebujące opieki dzieci, ale również z takim samym oddaniem troszczenie się o swych potrzebujących opieki rodziców, przez już dawno dorosłe dzieci...

Pomimo zmęczenia znalezienie czasu dla wysłuchania i pocieszenia kogoś, kto tego bardzo w tej chwili potrzebuje. Od doświadczenia tego rodzaju zainteresowania - nie wymuszonego, ale szczerego, zależeć może czyjeś dalsze życie... 

Ułożenie pięknie kwiatów w wazonie - niby nic wielkiego, a jednak... Zwykłe, codzienne wypełnianie domowych zajęć, z niewymuszoną odpowiedzialnością... Tworzenie piękna i dobra w każdej chwili... 

Nie chodzi o wielkie dzieła, bo życie tego od nas nie wymaga, ale o poczucie się spełnionym w swym nawet wydawałoby się, że znikomym czynie. 

Przez dawanie dobra - bo taka jest potrzeba tej chwili, przez obdarzanie nim omalże niewidocznie świata - poznaje się swój SENS, bo NIE ISTNIEJĄ CZYNY ZNIKOME. 


Zacytuję poniżej ważne słowa Viktora Frankla:


„Żadna wielka myśl nie umiera, nawet jeśli nigdy nie staje się znana, jeśli ktoś zabiera ją do grobu. Cały dramat, czy tragedie życia wewnętrznego człowieka nigdy nie są „niepotrzebne”, nawet gdy zostały niezauważone i nigdy nie znajdą się na kartach powieści. 

„Powieść”, którą ktoś stworzył swoim życiem, jest zawsze bez porównania większym osiągnięciem twórczym, niż każda inna przelana na papier”. 


Trzecią drogą jest POSTAWA


Przechodzenie przez swoje życie jest to współdziałanie z bardzo często niełaskawym dla nas LOSEM. Przynosi on nam radość, ale też smutek i cierpienie - gdy nieuleczalna choroba spotyka nas, lub naszych bliskich, gdy śmierć zabiera nam naszych ukochanych, gdy zawodzą nas ci, którym ufaliśmy ponad wszystko, gdy nie potrafimy pogodnie zdzierżyć ograniczeń naszego późnego wieku, a wreszcie gdy nasza śmierć zagląda nam w oczy, a tyle jeszcze pragnęlibyśmy dokonać... Jak mamy odczytać SENS naszego życia, gdy ani przeżywanie, ani tworzenie nie są dla nas dostępne?

Bierne pogodzenie się z takimi i wieloma innymi niechcianymi „darami losu”, lub wyparcie ich ze świadomości nie pomogą nam. Wszystkich nas spotykają takie chwile, w których nie widzimy SENSU życia, bo... zaginął, natomiast ujawniło się jego przeciwieństwo - BEZSENS. Niektórym osobom dotkniętych tego rodzaju ciosami pomaga przetrwać wiara w wyższą moc i postępująca za nią nadzieja. 

Jest to bardzo ważne, ale nie jest to jednak jedyna możliwość radzenia sobie z cierpieniem. Decydują chwile, w których potrafimy wyjść ponad swoje bolesne małe, „ja”, dostrzec głębię i moc własnego życia, i przez to nawiązać kontakt ze swoim wielkim „Ja”. To wielkie Ja nasze cierpienie widzi, akceptuje je ze spokojem, ale nie jest przez nie pokonane, bo jest ponad nim. 

Jaką POSTAWĘ przyjmie się wobec własnego cierpienia, może tylko zdecydować człowiek nim ogarnięty. Taka decyzja wynika z uznania wewnętrznej wolności i własnej godności. Są to wartości całkowicie nasze własne, których nam nikt i nic odebrać nie może i nie potrafi, bo są one związane z naszym ludzkim istnieniem i z niego wynikają. Postawa, którą przyjmujemy wobec tego co los nam ofiarowuje, ale i zabiera - pozwala nam odnaleźć i wypełnić czynem SENS naszego życia. 


Nie jestem psychologiem, nie jestem logoterapeutą, więc pisząc o SENSIE ŻYCIA przedstawiam moje zrozumienie tego tematu na podstawie dostępnej mi literatury i moich przemyśleń. 

Jako człowiek na Ziemi myślę, przeżywam, tworzę i przyjmuję postawę wobec tego wszystkiego co istnieje wraz ze mną. Dzielę się tym co jest moje, chociaż pozostawiam jakąś własną, nieujawnioną intymność. Odczytuję nie zawsze doskonale SENS mojego życia, bo przechodzę przez wiele błędów i porażek - ale one również należą do odkrywanego przeze mnie SENSU

Po prostu, tak jak wszyscy INNI - żyję. 


sobota, 28 maja 2022

ZWIERZENIA - z Mojej Drogi Przez Pola.

Bardzo osobiste i bardzo szczere


    Pewien bardzo mądry człowiek, znający się na sztuce twórczości blogowej jak nikt inny na świecie - zasugerował mi, że chcąc mieć zainteresowanych swoim blogiem czytelników - dobrze byłoby, żebym pisała więcej o sobie, aby można było lepiej mnie poznać. 

Zbuntowałam się natychmiast przeciwko takiej propozycji. „Bo ja nie będę pisała żadnych dyrdymałów. Każdy post jest pisany przeze mnie takiej jaka jestem, przecież wkładam w to co piszę moją całą duszę i serce, więc jestem całkowicie widoczna!”

 Myślę jednak, że on miał rację, ale ja miałam również. Można pisać o sobie i nie muszą to być dyrdymały. Stwierdziłam to jednak dopiero co, przed kilku dniami, gdyż moja ukochana przyjaciółka Ania zmusiła mnie wręcz, abym wysłała swoją pracą na konkurs przy okazji XI Forum Seniora zorganizowanego przez Gazetę Krakowską. Pełna wewnętrznego oporu usiadłam przy komputerze, napisałam, wysłałam i... otrzymałam 4-te miejsce wśród 11 wybranych laureatów. Jak widać, Komisja nie uznała mojej pracy jako dyrdymały. A temat był bardzo osobisty - „ Jak ja, jako senior dbam o swoją kondycję fizyczną”. 

I oto w ten sposób powstaje nowa kategoria na blogu: ZWIERZENIA Z MOJEJ DROGI PRZEZ POLA. Zapewniam jednak, że nie będą one głównym tematem mojego blogu i nie będą to nudne zwierzenia zachwyconej sobą starszej pani. Po pierwsze zachwycona sobą nie jestem, a po drugie interesuje mnie tak wiele przejawów i tajemnic świata i życia, że pragnę się tymi cudami szczodrze dzielić, a nie trwać tylko w sobie - w podziwie... 

Poniżej przedstawię jako pierwsze „Zwierzenie” moją pracę konkursową. Początek jej był trochę inny, gdyż musiałam napisać co nieco o sobie, aby Komisja wiedziała z kim ma do czynienia. W tekście również wprowadzam teraz niewielkie zmian. 

Najważniejsze jest jednak to co się dzieje, co się nie zmieniło, bo chodzę Moją drogą Przez Pola tu i tam, tam i z powrotem. Chodzę bo muszę, bo zamieszkałam na odludziu. Ale muszę, bo przed laty tak zadecydowałam, że takie będzie moje życie, a więc widocznie tak chciałam. A jaka jest ta moja droga, wyznałam na Stronie Głównej blogu w O MNIE. 

Ale od Zwierzeń przejdę teraz do pracy konkursowej zgodnie z jej tematem, czyli mojej dbałości o sprawność fizyczną. Cały tekst rozpoczęłam od częściowego zacytowania z blogu „O MNIE”, gdzie „objawiam mój entuzjazm dla Drogi przez Pola, którą przed kilku laty rozpoczęłam chodzić i chodzić... ”

sobota, 23 kwietnia 2022

JAK ODNAJDYWAĆ SENS W ŻYCIU?

W KAŻDYM DNIU, W KAŻDEJ GODZINIE, W KAŻDEJ CHWILI!

Przed kilku dniami przeczytałam powtórnie książkę profesora Viktora Frankla (1905-1997), austriackiego lekarza psychiatry - pt „Człowiek w poszukiwaniu sensu”. W obecnych trudnych, przygnębiających pandemiczno - wojennych czasach, w których dostrzegamy ogólne osłabienie odporności psychicznej i sami tego częstokroć doświadczamy - proponuję więc zwrócić na nią uwagę. Nasze „spotkanie” z Viktorem Franklem „online, ziemia - niebo”, będzie miało z pewnością oddziaływanie terapeutyczne. Stanie się on „osobistym LOGOTERAPEUTĄ”.

Któż może być lepszym nauczycielem niż Viktor Frankl, były więzień czterech obozów koncentracyjnych? W obozie stracił żonę, brata i rodziców. Przetrwał udręki więziennego życia i sam będąc więźniem, którego przyszłość była stale niepewna - pomagał swym obozowym towarzyszom przeżyć tę gehennę egzystencji odartej z wszelkiej godności

Doktor Fankl jeszcze przed aresztowaniem opracowywał metodę leczenia nerwic, którą nazwał LOGOTERAPIA.

Termin LOGOS został po raz pierwszy użyty

niedziela, 3 kwietnia 2022

CZAS - TERAZ

Pomimo solennej obietnicy złożonej sobie oraz moim przyjaciołom, że wreszcie będę pisać posty regularnie, nie potrafiłam w nagle zaistniałym, tak niespodziewanym dla wszystkich obecnym czasie z tego się wywiązać. Umieściłam jedynie wiersz Josifa Brodskiego pt. „Ludzie giną” i na miesiąc zamilkłam. Z pokorą jednak stwierdzam, że tak robić nie wolno, gdyż bierność jest karygodna. Umieszczam więc TERAZ ten post, gdyż ŚWIAT wzywa do każdej, nawet pozornie błahej aktywności, dzięki której mogą otwierać się ludzkie serca.

CZY ZWIERZĘTA MAJĄ DUSZĘ?


Takie pytanie postawił Ojciec Leon Knabit OSB jako tytuł swej małej, pięknej książeczki wydanej w 2005 roku przez Wydawnictwo Nemrod. Temat interesował mnie od bardzo dawna, a Ojca Knabita darzę wielkim szacunkiem, podziwem i sympatią. 


A więc wraz z autorem książeczki stawiam to tytułowe pytanie - Czy zwierzęta mają duszę?”- gdyż jest ono aktualnie jak najbardziej na czasie. Bo przecież zwierzęta wraz z ludźmi, którym dusza jest indywidualnie przydana, żyją we wspólnej rzeczywistości i obecnie są wspólnie ofiarami toczącej się WOJNY!


Giną od wybuchów, tracą swe domy i opiekunów. Błąkają się głodne, spragnione i opuszczone. Świat się im wali! Są pozbawione przynależności do tego wszystkiego co jest im znane.


Na Ukrainie tak jak i u nas wielu mieszkańców miast ma/miało swoje psy, koty i inne domowe zwierzątka. Niektóre przeżywają czas nalotów w schronach czy piwnicach, ale nie wszystkie wraz z ludźmi mogą w nich znaleźć schronienie. Ucieczka z kraju z opiekunami jest również dla zwierząt pełna trudu i niepewności. Szczęśliwcy przejdą wraz z nimi przez granicę, ale... co dalej? Nie wszystkie zostaną przygarnięte przez przyjaznych ludzi. Wolontariusze jednak zawożą z granicy psy do schronisk w Polsce, gdzie jest opieka... ale nie ma wolności, której potrzebuje każde zwierzę, również to udomowione.

Z psami można się dogadać, nawet gdy są zmęczone podróżą, zdezorientowane i przerażone, potrafią wyczuć dobre intencje tych którzy je ratują. Z kotami, niezależnymi z natury - jest to trudniejsze. Jak przeżywają więc one obecny czas, opuszczone i osamotnione?


I w tym miejscu wracam do tytułu książeczki - Czy zwierzęta mają duszę? Ojciec Knabit nie daje na to odpowiedzi, ale na zakończenie ostatni rozdział ozdabia wymownym tytułem - „Niebo nie tylko dla ludzi” i pisze w końcowym zdaniu: „Bo u Boga wszystko jest możliwe”.